wtorek, 3 września 2013

Life here is getting serious...

3 IX 2013
   Rok szkolny zaczął się na dobre. Życie zaczyna się tu na serio. Codziennie szkoła, codziennie mundurek, codziennie do 17, codziennie kolejna porcja słów i zwrotów pochłaniana przez moją skromną mózgownice. Codziennie również otrzymuję nowe przedmioty itp. Wczoraj na przykład dostałem nowy aparat fotograficzny, taki tam malutki prezencik. "Przyspieszone urodziny (nie pierwsze już :P), twój duży i nieporęczny aparat czasem nawala, więc łąp, ten tutaj nowy Canon jest dla Ciebie. Jaki numer konta?! Nie mieliśmy syna a zawsze chcieliśmy mieć, więc wybraliśmy Ciebie na wymiane...". Tia... stały tekst. I tak oto dostałem: dwie pary słuchawek, głośnik na bluetooth, dwie stacje dokujące do ipoda, stację dysków do laptopa, komplet przejściówek (takich do gniazdka, mają inny wtyk niż my), mase kasy... pewnie o czymś zapomniałem, sporo tego. Aha, najważniejsze- karnet miesięczny na nieograniczoną ilość zajęć tanecznych w prawdopodobnie najlepszej (jak sama nazwa wskazuje) ekipie na Tajwanie- The Best Crew. OOOOO tak! Naprawdę są mega! Dziś byłem na próbnych zajęciach, wreszcie znalazłem tu na Tajwanie hiphop nazwany hiphopem a nie np. jak szkolny klub zamiast tanczyc hiphopu bujają się do Miley Cyrus czy coś takiego i robią choreografie z High School Musical... I to nie tylko w szkole tak, większość studio nazywa jakieś za przeproszeniem dziadostwo hiphopem. Mniejsza o to, znalazłem już miejsce, gdzie wyleję masę potu, spalę masę kalorii i negatywnych emocji, wyprodukuję całą kupę endorfinek i po prostu się wytańcze. Już widzę, po pierwszych zajęciach, że czeka mnie spoooory progress. IDO, strzeż się, wracam za 10 miesięcy :P.
   Poczyniłem już pierwsze zakupy ubraniowy, tym razem swoim kosztem. I tak oto za równowartość 120 zł kupiłem krótkie spodenki, koszulę i dwie koszulki i wszystko ocieka SWAGiem w czystej formie. Nie, serio, tu się nie da kupić innych rzeczy. OK, da się, ubrania sportowe albo w stylu japońskim, czyli np. wielki tygrys na nogawce. NIE, DZIĘKUJĘ! Całe to zamieszanie zakupowe tutaj odbywa się na tzw. Night Marketach. Swoje ciuszki kupiłem na największym w Taipei, Shilin Night Market. To miejsce jest genialne! Tu można kupić i zobaczyć wszystko. W kwestii kupowania, naprawdę chyba wszystko poza narkotykami i ludźmi (mają całą uliczkę ze sklepami "Condom world", to wygląda jak sklep z prezentami na 18-stkę) :P. Poniżej zdjęcia z Shilin.



































Kilka ostatnich zdjęć jest z Metro w Taipei, poruszam się nim codzinnie: jak nie do szkoły, to z host rodziną na night market lub gdzieś indziej.
   Odnośnie szkoły- dalej nudy, choć teraz mniej nudne nudy. Co prawda podczas lekcji spędzam czas a) śpiąc b) czytając książki c) grając na ipodzie, podczas przerw tak bardzo mam co robić, że czasem nie mam nawet czasu pójść w spokoju, bez tłumu kumpli do łazienki. Tak, właśnie, u nas tylko dziewczyny, tu wszyscy to robią: CHODZĄ RAZEM DO ŁAZIENEK!! Ja im już wyperswadowałem ten pomysł jeżeli o mnie chodzi, ale jest to cholernie dziwne. Znalazłem już pierwszą rzecz, poza dźwiękami (bekanie, mlaskanie, chlipanie), która mnie irytuje. Oni tu chyba nie znają pojęcia "strefa osobista", każdy mnie dotyka, robi coś dziwnego, łapie za rękę czy tryka. Tak, to bywa irytujące. Wracając do lekcji, co prawda od 8 do 12 mam lekcję chińskiego z innymi wymieńcami, choć to zacznie funkcjonować dopiero w przyszłym tygodniu, ale potem, po 13 (po czasie na lunch i drzemkę) jest naprawdę nudno. Dziś zamiast nauki chińskiego zaproponowali nam poznanie ważnych osób w szkole i zrobienie sobie z nimi zdjęć w ramach "nie wiemy co teraz z Wami zrobić, bo Pani Chen (nasz nauczyciel chińskiego) jest zajęta", czego efekty poniżej.








Aha, no i jeszcze kilka foteczek z okolic mojego nowego studia tanecznego... jutro MOOOOŻE zdjęcia z wewnątrz...



Więcej kiedy indziej :P


sobota, 31 sierpnia 2013

Inbound welcome party

31 VIII 2013






   Dzisiejszy dzięń pod znakiem powitania nowych wymieńców w Taiwanie- nas. Było nas kilkadziesiąt z całego dystryktu (D. 3490). Są tu ludzie zewsząd: z Tajlandii, Korei, RPA, Rosji, Finlandii, Szwecji, Ekwadoru, Francji, Meksyku, USA no i przede wszystkim Brazylii- tych jest najwięcej, myślę, że ze 30% wszystkich wymieńców w tym dystrykcie spokojnie. Poznałem masę nowych ludzi, spotkałem "starych znajomych" (patrz ci, z którymi chodzę do szkoły lub spotkałem się wcześniej), cała masa Rotarian. Już sobie zamówili pokaz na jakimś spotkaniu :P Czuję, że to będzie jeszcze bardziej genialny rok, niż myślałem. Szkoda tylko, że Robin niedługo wyjeżdża, jest tu już 8 miesięcy. Nie uśmiałem się tak jak dziś od naprawdę dawna. Niewiele nam było potrzeba: wyżej wspomniany afrykanin, model jakiegoś lokalnego gatunku karpia czy czegośtam, nikła znajomość języka rosyjskiego oraz kultu wódki w tym kraju i stwierdzenie, że imię Nikolaj brzmi całkiem "badass".Filmik z rybą

Kolejną porcję dobrej polewki dostarczyło nam porównanie Maxa, rudego Niemca do kolesia w filmie, który nam wyświetlono podczas konferencji.
Max

Typ z filmu
Całość trwała od 10 do 18 i nie było chwili na nudę. Kiedy prezentacja była nie do wytrzymania, wypełniało się czas pogaduszkami o wszystkim z innymi. Przybyło mi jakieś 50-60 nowych pinów, mam pełny wizytownik... jednym słowem poznałem naprawdę całą masę ciekawych ludzi. Dowiedziałem się, że Francuzki mają bzika na punkcie włosów i zmuszają wszystkich do całowania plastikowych ryb, Brazylijki mają włochate myśli, a Niemcy rodzą się czasami rudowłosi w Hannoverze, przy czym czasami oznacza coś dziesięć razy większego niż w Polsce. Dziś zrobiłem 200 zdjęć, podzielę się zaledwie kilkoma, bo po prostu nie ma miejsca i część jest od razu do wywalenia. Kilka osób nazwało mnie dziś leaderem. ŻEBYM JA KURKA WIEDZIAŁ DLACZEGO?! Najpierw Koreańczyk przyszedł do mnie z pytaniem, czy podczas potańcówki możemy zgasić światło w sali dla klimaciku, a na pytanie, dlaczego pyta mnie, odpowiedział "no nie wiem, wyglądasz na jakiegoś lidera czy coś takiego..." potem grupa hostrodziców poprosiła, żebym opiekował się ich hostcórkami, bo wyglądam na rozsądnego i mianują mnię liderem.

NIE MAM  ZIELONEGO POJĘCIA DLACZEGO I MAM NADZIEJĘ, ŻE ŻARTOWALI :). Generalnie, to jestem tu nieco innym człowiekiem i jakoś nad tym nie myślałem, przyszło automatycznie :) Całe wydarzenie zakończyło się "szaloną" imprezą, tzn puścili nam muzykę, przynieśli colę, i zostawili. W sumie było fajnie :)









   Odnośnie reszty, nie tylko spotkania: na kolacje znów owoce morza, nawet surowe malutkie ośmiorniczki, poznałem chłopaka Laury (mojej hostsiostry), cholernie sympatyczny człowiek, wciąłem dragon fruita, star fruita i mase innych, popiłem sokiem z mango (przynajmniej smakował jak mango), pochłonąłem masakrycznie ogromną ilość ciasteczek z ananasem (tak mamo i tato, tych co Kent przywiózł)... Tia, dzień jak codzień.
   Żeby nie było za słodko: od czterech dni bez przerwy leje i to jak z cebra, może to przez to, że tutaj w tym okresie tajfun tajfun pogania... w każdym razie, this sucks, bo nie mogę pojechać na night market, a potrzebuję paru rzeczy...
   Aha mamo, mam pierwsze samodzielne pranie za sobą, możesz być dumna. Uprzedzając pytanie: tak, posortowałem na biały, czarny i kolorowy :)
   Więcej info i zdjęć wkrótce

Today is a day of Welcome Party for the new inbound student in Taiwan- us. There was all of us from D.3490. Many people from all over the world: Thailand, Korea, South Africa, Russia, Finland, Sweden, Germany, France, Ecuador, Mexico, USA, and finally from Brasil- those are the biggest group of exchangers here, I think even 30% of all people in this district. I met a lot of new people, some "old friends" (so those who I met before of go to school together, i know them only for 9 days :) ), many Rotarians. They already ordered a showcase on some other meeting :). I feel it will be ever more wonderful year than I imagined. Just a shame that Robin leaves soon, I think he has been here for i think 7 or 8 months. I haven't loughed so much for a long time. We do not need a lot: the African guy who I already introduced to you, German girl, Soraya, plastic model of some local fish, little ability in russian language, knowledge of russian culture and cult of vodka in this country and saying that the name "Nicolay" sounds pretty badass :P a film with a Nicolay the drunk russianfish.
Another piece of good laugh was provided by comparing our redhead, German friend to the guy in the film during the presentation.
All lasted from 10 to 18-19 and there was no time to get bored. When you couldn't stand the presentation, we just talked with the others. I got about 50 or 60 new pins :P To sum up, I met a lot of new, interesting friends. I got to known that french girls love hair and make everyone kiss a plastic fish, Brasilian girls have dirty minds and in Germany some of the people are born redhead :) I took about 200 photos today, but i share only a few, some of them are even just about to be delated, becouse they're shaken or something. Some people called me leader today. IF I ONLY GOD DAMN KNEW WHY?! First, the Korean guy came to me and ask if we could turn off the lights during dancing and when I aked why he asked me, he said something like "Well, you look like some kind of leader or something...". Luckily, he added "ah, only joking". And the a group of host parents asked to take care of their host doughters becouse I look responsible or something and from now on, I am a leader. I AM ONLY KIND OF HOPING THAT THEY WERE JOKING! To be honest, I am a different man here, almost as self-confident as Brasilian, which means veeeeeery self-confident. I didn't think about that, it came automatically :P All the event finished with a "crazy" party, which meand they brought us cola, turned on the lights, played some music and left. It was quite fun :)
   According to the other stuff, for dinner seafood again, which is awesome, even small, raw octopuses, i met a boyfriend of my host sister, he is a very nice guy, i ate dragon fruit, peach, drank mango juice (or at least it taste like mango), threw into myself a lot of pinapple cakes... Yeah, day like everyday :)
   Not to be so optimistic: It has been raining for 3 or 4 days, maybe that is becouse in this time here, there is one typhoon after another... By the way, this suck, couse I can't go to night market and i have to buy myself some stuff there.

Photos for this text above, in the polish language section.

Stay up to date, some new info and photos coming soon